Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 5 lipca 2012

154

Najlepiej było by pojechać tam terenówką, i szybciej i jakby co, wygodniej by było liną z samochodu coś przeciągnąć. Teraz zdaniem Jacka, nie trzeba się tak śpieszyć. Prawdopodobnie wszystko jest w porządku. Najgorsze przeszło bokiem po drugiej stronie wzgórza…
               Joanna rad nie rad ustąpiła, dzień zwłoki i tak nie robił przecież dużej różnicy. Razem z mężczyznami przystąpiła do sprzątnięcia z ich posesji skutków nocnej nawałnicy.
              
Tak jak Jacek mówił, nie potrzebnie się przejmowała. U stryja nic się nie stało. Nawet burza wydawać by się mogła tu nieco łagodniejsza. Przekonali się o tym nazajutrz gdy pojechali tam wszyscy terenówką.
Pościągali kilka gałęzi z podwórka, obejrzeli wszystko dokładnie i po jakiejś godzinie wybrali się w drogę powrotną do domu.
Za kilka dni mieli odwieźć Adasia do ojca, więc czas który im został, spędzali na wycieczkach do ciekawych miejsc w okolicy.   


wtorek, 3 lipca 2012

153.

             Rankiem zastali krajobraz jak po bitwie. Połamane gałęzie, kałuże, wyrwy po ulewie. Dalej krajobraz miejscami przedstawiał się jeszcze gorzej. Powywracane drzewa, połamane jak zapałki pnie. W jednym miejscu wyglądało to jakby trąba powietrzna, swoim ogonem dotknęła lasu, została tylko tam polana z wykrotami i wyłamane drzewa…
            Na szczęście na ich działce, szkody były nieznaczne. Nic z ważnych urządzeń nie zostało uszkodzone. Był prąd, woda, dachy całe, lekkie podmycia nawet ich nie przejęły. Mieli szczęście, że epicentrum burzy ich ominęło.
            Joanna, od razu gdy ujrzała skutki nawałnicy, zaniepokojona zaczęła namawiać Jacka na wizytę w chacie stryja. Ten zaś, pewnie słusznie, powiedział by pojechać tam jutro.
Najpierw powinni uprzątnąć swoją posesję, poczekać aż woda nieco wyschnie by nie utrudniała przejazdu, zresztą i tak powinni się liczyć z trudnościami i padniętymi na drogę drzewami i gałęźmi. Muszą zabrać ze sobą piłę i siekierę.     


sobota, 30 czerwca 2012


          Piękna dziś pogoda, nieprawdaż?... Trochę słońca, cieplutko, a wieczorkiem może i popada… ;-D Lato, weekend, wakacje, HURRRRAAAAA!!!
            Chcę przypomnieć, że to opowiadanie, jak i cały mój Blog, powstał przy okazji „złożenia” sobie Postanowień Noworocznych. Blog piszę już kilka ładnych miesięcy, opowiadanie zbliża się ku końcowi…
I może to jest cudzy i zapożyczony zwyczaj, (jak Walentynki), ale mnie daje wiele satysfakcji… Uważam też, że i wiele korzyści, dało mi to pisanie…
Polecam ten sposób i życzę Wam by od Nowego Roku być aktywnym, nie zamykać się w sobie i w domu, ale być otwartym, aby sprostać coraz to nowym wyzwaniom… ;-D
Życzę wiele optymizmu z okazji rozpoczęcia nowego miesiąca - Lipca… ;-*   

czwartek, 28 czerwca 2012

152.

Błyskawice przecinały powietrze co chwila. Towarzyszące im grzmoty powodowały nieprzyjemne mrowienie koło kręgosłupa. Błyskało i grzmiało. Wiatr to cichł, to się wzmagał. Las piszczał i wił się na wietrze jak wąż. To była jedna z największych burz, jakie Jacek przeżył w życiu.
Nieprzyjemny klimat burzy potęgowała jeszcze ciemność i niesamowicie silny wiatr spływający z góry ku dolinie. Wszyscy nie spali, bali się aby spadające drzewa nie uszkodziły im domu. Siedzieli ubrani i przytuleni do siebie na łóżku. Drżeli za każdym razem, gdy w pobliżu uderzył piorun przypominający przetaczające się po niebie armaty. Ciemność rozświetlały im tylko błyskawice i mała akumulatorowa lampka.
Siedząc tak wyobrażali skalę zniszczenia jaką spowoduje wiatr towarzyszący tej rozbłyskującej co chwila piorunami burzy. Modlili się by szybko się skończyła i zostawiła ich i ich domostwo w spokoju.     
Jednak jak to mówią, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, zjednoczyła ich ta burza bardzo. Ten strach i troska o siebie i dom spowodowała, że stali się bardziej sobie bliscy. Tworzyli niezaprzeczalnie teraz prawdziwą rodzinę. Tego nie mogli zaprzepaścić. To było coś wielkiego i zarazem eterycznie wzniosłego. Scaliło to ich i znacznie przybliżyło. Adam stał się ich synem…
                                    ***


środa, 27 czerwca 2012

151.

Wrócili do domu w ciemności. Nie martwili się tym, że wyjechali z nad jeziora o zmierzchu, bawili się wspaniale. Okazało się że woda była na tyle ciepła, że pozwoliła im na chwilę kąpieli. Ogrzeli się potem przy ognisku i zjedli posiłek. Adaś, już nie mógł doczekać się obiecanego polowania, więc z Jackiem zaraz po kolacji wyszli w zarośla jeziorne poszukać czegoś do ustrzelenia, co by ich usatysfakcjonowało.
            Udało się Jackowi upolować gąskę, a i Adaś był zadowolony, bo kilka razy potem Jacek pozwolił mu strzelić z broni do ustawionych na pieńku celów. Bawili się przednie, przez co i czas zleciał im migiem… Wynikiem tego był w końcu krzyk Joanny by przywołać ich do siebie.
Nie, nie dostali  od niej bury, ale też i nieco trwało nim dotarli w końcu do obozowiska i zapakowali bryczkę. Zmierzchało. Musiało minąć trochę czasu zanim wrócili do domu, to była bez księżycowa, ciemna noc. Wieczorem, gdy kładli się spać, zaczęło na dworze błyskać. Po godzinie rozpętało się piekło.
                                                            ***       


wtorek, 26 czerwca 2012

150.

Słońce stało jeszcze wysoko gdy zajechali nad jezioro. Spodziewali się, chłodniejszego powietrza które wiało by od strony wody. Jednak nie. W kotlince w którą wjechali było nawet cieplej niż w lesie na polanie. Postanowili tu się zatrzymać. Był tu i dostęp do płytkiej zatoczki, wiele miejsca z niską trawą, była tu i mała piaszczysta plaża. Wspaniałe miejsce.
- To co? Zakładamy tu obóz. – Spytał Jacek.
- Piękne miejsce, zgoda.
- Często tu przyjeżdżam jak jestem w okolicy, ze względu na widok. W dali góry, potem las a poniżej przecudna tafla jeziora. Wiecie, że te wysepki często się od siebie odrywają i dryfując po wodzie można je obserwować w różnych zakątkach? Nigdy nie jest tak samo. Cudowne miejsce…
- A ryby tu są? – Spytał Adam.
- A wiesz że nie łapałem? Polowałem tu tylko i po okolicy, ale ryby? Na pewno są, ale nigdy ich nie łapałem, nie czułem potrzeby łapania ryb… Tylko parę razy widziałem jak ktoś łowi z łódki. Pewnie to i dobrze, taki dziki akwen w lesie. Chyba mało kto wie, że coś takiego tu jest. Ludzie łapią w rzece i w jeziorach bliżej siedlisk, poza tym trudny tu czasem dostęp.
- A może przyjedziemy tu kiedy połapać ryby? Ja bardzo lubię wędkować.
- Nie ma sprawy. Trzeba tylko kupić jakieś wędki, a może jakiś ponton?
- Ja mam swój sprzęt, mogę ci pożyczać. No ale łódka by się przydała.
- No to trzeba zapisać na liście zakupów nowy sprawunek…
- No to wyskakujemy. Zakładamy obozowisko. Zobaczymy jak woda, pochodzimy trochę po brzegu. Potem zjemy i pójdziemy zapolować. Co wy na taki plan?
- Może być, ale mnie polowanie nie ciekawi. Wy idźcie, ja poleniuchuję w samotności…
- No to postanowione.
                                                            ***


piątek, 22 czerwca 2012

149.



- Podziwiasz widoki? Pięknie prawda?…
- Tak, podoba mi się tu. Chciałbym zamieszkać w takim miejscu. Spokój, swoboda, nikt nie przeszkadza i nikomu się nie przeszkadza. To jest to co mi się podoba…
- Myślę że nie ma przeszkód byś się tu teraz przeniósł. Bardzo bylibyśmy radzi gdybyś zamieszkał z nami.
- Rozumiem … Ale teraz chciałbym być z tatą… Przeżywa teraz ciężkie chwile…
- Wiem. Jest coraz słabszy. Szkoda że tak to się ułożyło. Boleję nad tym, no ale tak to czasem bywa. Różnie w życiu losy się układają. Na niektóre sprawy mamy wpływ, na inne nie. Choroby należą do tych drugich… Chodź pójdziemy do Jacka już pewnie na nas czeka…
- Co mamy teraz w planie?
- Chyba jeszcze trochę tu posiedzimy, nad jezioro pojedziemy później.
- I na polowanie.
- I na polowanie… Musimy jeszcze porozmawiać z Jackiem i ustalić co, kiedy i jak...
                                                           ***
- Witam wędrownika... Martwiliśmy się o Ciebie, zmyłeś się tak nagle i cicho. – Jacek z uśmiechem, delikatnie obsztorcował Adasia.
- Spaliście tak smacznie. Nigdzie daleko nie odchodziłem. Wystarczyło krzyknąć…
- Nic się nie stało. To co robimy? – Zwrócił się z pytaniem do Joanny.
- No właśnie, trzeba to ustalić. Za ile czasu jedziemy nad jezioro? Bo ja jeszcze chciałabym trochę w domu posprzątać i takie tam…
- I na polowanie mieliśmy jechać. – wtrącił cicho Adam.
- Z polowaniem nie musimy się nadto śpieszyć. Myślę że za dwie godziny już będziemy mogli wyjeżdżać. Ja też teraz powinienem zrobić nieco porządku z gałęziami, połamało się ich trochę podczas zimy i w czasie wichur... Pomożesz mi Adam?
- Chętnie.
- No to do roboty. Najpierw je pozbieramy, niektóre porąbiemy, potniemy grubsze piłą i ułożymy tu na kupie pod płotem.
- A jest tu piła?
- Jest, jest wszystko. Są w domu w komórce, ale najpierw zrobimy porządek z gałęźmi. Zaciągniemy je w jedne miejsce najlepiej gdzieś tu, w pobliże płotu.
Po tych słowach, rozeszli się wszyscy po podwórku i zajęli się porządkami. Czas na pracy biegł im bardzo szybko. Nawet się nie obejrzeli gdy zaplanowane dwie godziny minęły. Zostały już tylko drobne poprawki, gdy zadecydowali że powinni już wyruszać.
- Jest ciepło więc umyjemy się i zjemy nad jeziorem. Pod wieczór zapolujemy OK.?
- No to co my jeszcze tu robimy. W drogę… - odpowiedział zniecierpliwiony Adaś.
- A więc zaprzęgam i wyjeżdżamy…
                                                            ***